Przez cały czas moi staruszkowie byli spięci i duchowo nieobecni. Jakby coś złego miało się stać a on nie mogli by nic z tym zrobić.
-Na pewno wszystko masz?-spytała po raz tysięczny mama.
-Tak, na pewno-odpowiedziałam
-Dowidzenia-dodałam wsiadając do samolotu.
-Żegnaj córeczko, pamiętaj zawsze i wszędzie Cię kochamy-powiedzieli wspólnie rodzice.
Zajmując miejsce pomyślałam, że czeka mnie kilkunasto godzinna droga.
Podróż była strasznie nużąca. Jako pół-wampir słyszałam nawet najcichsze odgłosy na pokładzie samolotu. Dodatkowo przeszkadzał mi zapach krwi, który otaczał mnie z każdej strony.
-Prosimy zapiąć pasy. Lądujemy.- powiedziała stewardessa, dzięki czemu wyrwała mnie z otępienia.
Gdy wysiadłam z samolotu zaczęłam się rozglądać. Było przepięknie. Choć to tylko lotnisko zachwyciłam się nie na żarty.
-Agnes Betito?-spytała postać ubrana w czarną pelerynę.
-Tak to ja.-powiedziałam lekko zaskoczona.
-Proszę wsiadać-mówiąc mężczyzna otworzył drzwi czarnej limuzyny. Przez chwilę się zawahałam, ale gdy zobaczyłam oczy mężczyzny, intensywnie czerwone, moje obawy znikły. Bez wątpienia był on wampirem i zabierze mnie do innych moich pobratyńców.
*-* Trochę później *-*
-Dojechaliśmy-poinformował mnie kierowca po paru godzinach drogi. Akurat zatrzymaliśmy się przed ogromnym barokowym zamkiem, rodem z XVII wieku.
Przed wielkimi mosiężnymi drzwiami stało osiem osób. Prawdopodobnie właściciel tej posiadłości z małżonką, synem i strażą?
-Witaj Agnes, wreszcie nas odwiedziłaś.-powiedział ów mężczyzna, kiedy wysiadłam z limuzyny.
-Dzień dobry-powiedziałam.
-Pozwól, że się przedstawię. Nazywam się...
-Prosimy zapiąć pasy. Lądujemy.- powiedziała stewardessa, dzięki czemu wyrwała mnie z otępienia.
Gdy wysiadłam z samolotu zaczęłam się rozglądać. Było przepięknie. Choć to tylko lotnisko zachwyciłam się nie na żarty.
-Agnes Betito?-spytała postać ubrana w czarną pelerynę.
-Tak to ja.-powiedziałam lekko zaskoczona.
-Proszę wsiadać-mówiąc mężczyzna otworzył drzwi czarnej limuzyny. Przez chwilę się zawahałam, ale gdy zobaczyłam oczy mężczyzny, intensywnie czerwone, moje obawy znikły. Bez wątpienia był on wampirem i zabierze mnie do innych moich pobratyńców.
*-* Trochę później *-*
-Dojechaliśmy-poinformował mnie kierowca po paru godzinach drogi. Akurat zatrzymaliśmy się przed ogromnym barokowym zamkiem, rodem z XVII wieku.
Przed wielkimi mosiężnymi drzwiami stało osiem osób. Prawdopodobnie właściciel tej posiadłości z małżonką, synem i strażą?
-Witaj Agnes, wreszcie nas odwiedziłaś.-powiedział ów mężczyzna, kiedy wysiadłam z limuzyny.
-Dzień dobry-powiedziałam.
-Pozwól, że się przedstawię. Nazywam się...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz