piątek, 1 listopada 2013

Rozdział 3- (...) Carlo Pavarotti...

-Pozwól, że się przedstawię. Nazywam się Carlo Pavarotti a to moja żona Elisabett, syn Lucas i Michele mój doradca.-mówiąc wskazał po kolei na średniego wzrostu brunetkę o miłym wyrazie  twarzy, bardzo przypominającą moją mamę (chyba mają tyle samo lat), wysokiego, dobrze zbudowanego bruneta o brązowych oczach (oo czyżby hybryda tak jak ja?), który patrzył na mnie zainteresowanym wzrokiem i wysokiego szatyna o dyplomatycznym wyrazie twarzy. Bez wątpienia byli wampirami,oprócz Lucasa.
Zdziwiło mnie, że pan domu nie przedstawił pozostałych wampirów, co mogło oznaczać, że jest to nic nie warta straż. Po tej myśli aż mnie ciarki przeszły, bo jak ktoś może być nie warty przedstawienia? Jednak te rozterki muszę zostawić sobie na później.
-Zapraszam do środka.-rzekł Carlo.-Anno zaprowadź Pannę Agnes do jej komnaty.-powiedział po chwili do wampirzycy stojącej z boku. Ta tylko pokiwała głową, zabrała moje walizki i wolnym krokiem udała się w stronę zamku.
Kobieta otworzyła mosiężne drzwi i weszła do środka. 
Nie wiedziałam, co zrobić więc udałam się za nią.Długim ciągiem korytarzy doszłyśmy do wielkich drzwi.
Anna otworzyła je i weszła do środka, zostawiając je otwarte. Podążyłam za nią.
Znalazłam się w wielkim pokoju, prosto z   
siedemnastego wieku. bogate zdobienia świadczyły o zamożności właścicieli.
Byłam tak zachwycona pięknem pokoju, że nie zauważyłam wyjścia Anny.
Dopiero odgłos zamykanych na klucz drzwi mnie ocucił. Zaraz, zaraz. 
Na klucz
?
Szybko podeszłam do drzwi, okazały się zamknięte. To jakaś paranoja...

niedziela, 27 października 2013

rozdział 2 (...)był on wampirem ...

Rodzice przez cały dzień zachowywali się dość dziwnie. Nie to złe określenie. Zachowywali się bardzo dziwnie. Razem z mamą pojechałyśmy wieczorem na wielkie zakupy, na których kupiłyśmy dużo letnich ubrań.
Przez cały czas moi staruszkowie byli spięci i duchowo nieobecni. Jakby coś złego miało się stać a on nie mogli by nic z tym zrobić.
-Na pewno wszystko masz?-spytała po raz tysięczny mama.
-Tak, na pewno-odpowiedziałam
-Dowidzenia-dodałam wsiadając do samolotu.
-Żegnaj córeczko, pamiętaj zawsze i wszędzie Cię kochamy-powiedzieli wspólnie rodzice.
Zajmując miejsce pomyślałam, że czeka mnie kilkunasto godzinna droga.
Podróż była strasznie nużąca. Jako pół-wampir słyszałam nawet najcichsze odgłosy na pokładzie samolotu. Dodatkowo przeszkadzał mi zapach krwi, który otaczał mnie z każdej strony.
-Prosimy zapiąć pasy. Lądujemy.- powiedziała stewardessa, dzięki czemu wyrwała mnie z otępienia.
Gdy wysiadłam z samolotu zaczęłam się rozglądać. Było przepięknie. Choć to tylko lotnisko zachwyciłam się nie na żarty.
-Agnes Betito?-spytała postać ubrana w czarną pelerynę.
-Tak to ja.-powiedziałam lekko zaskoczona.
-Proszę wsiadać-mówiąc mężczyzna otworzył drzwi czarnej limuzyny. Przez chwilę się zawahałam, ale gdy zobaczyłam oczy mężczyzny, intensywnie czerwone, moje obawy znikły. Bez wątpienia był on wampirem i zabierze mnie do innych moich pobratyńców.

*-* Trochę później *-*

-Dojechaliśmy-poinformował mnie kierowca po paru godzinach drogi. Akurat zatrzymaliśmy się przed ogromnym barokowym zamkiem, rodem z XVII wieku.
Przed wielkimi mosiężnymi drzwiami stało osiem osób. Prawdopodobnie właściciel tej posiadłości z małżonką, synem i strażą?
-Witaj Agnes, wreszcie nas odwiedziłaś.-powiedział ów mężczyzna, kiedy wysiadłam z limuzyny.
-Dzień dobry-powiedziałam.
-Pozwól, że się przedstawię. Nazywam się...






wtorek, 22 października 2013

Rozdział 1 (...) bilet samolotowy do Włoszech...

Coś szeleści mi nad głową.
Nie daje spać. Leniwie otwieram oczy. Widzę moich rodziców, którzy bacznie mi się przyglądają.
-Cześć-wołam wesoło.
Odpowiadają mi krótkim ,,Dzień Dobry". Zaczynam się denerwować. Nigdy się tak nie zachowywali.
-Wszystkiego najlepszego córeczko w dniu 15 urodzin.-mówi oficjalnie tato. Próbuje zataić, przede mną swój strach tak widoczny w jego oczach.
-Mamy dla ciebie prezent-wtrąca się mama wyciągając zza pleców małą kopertę.
-Ohh, nie musieliście-wołam przytulając moich kochanych staruszków (w końcu mają po 5000 lat ^^).
-Otwórz-poleca mama.
Otwieram szczelnie zapakowaną kopertę. W środku znajduję bilet samolotowy do Włoszech. Czegoś nie rozumiem. Dlaczego akurat teraz? Przecież rodzice nigdy nie chcieli się zgodzić na wyjazd do Europy a co dopiero do Włoch. Od zawsze ciągnie mnie do tego państwa a konkretnie do Rzymu. Po prostu czuję, jakąś magiczną więź z tym miastem.
-Kiedy wyjeżdżam? I na jak długo?-pytam po chwili.
-Jutro, na tyle ile chcesz. Zamieszkasz u naszych znajomych na obrzeżach Rzymu-mówi tato grobowym głosem, co w ogóle nie pasowało do obecnej sytuacji.
-A czy Ci znajomi wiedzą kim jesteśmy?-pytam, choć znałam odpowiedź.
-Tak to jedni z nas-odpowiada mama, takim samym tonem jak jej małżonek.
-A teraz ubierz się, zjedz śniadanie i idź się spakować-dodaje po chwili.


****************************************************************

-I jak tam sprawa Agnes?-pyta starszy mężczyzna ze szkarłatnymi oczami.
-Wyśmienicie, przyjeżdża jutro.-odpowiada inny, nieco młodszy wampir.-Antonio od razu się zgodził. Berton'owie nie będą sprawiać problemów-dodaje po chwili.
-Świetnie, powiadom Lucas'a. Niech się przygotuje na przyjęcie księżniczki, swojej przyszłej żony-mówi pierwszy.
Po chwili jego rozmówca wychodzi, składając mu niskie pokłony.
-Przepowiednia się niedługo wypełni.....



^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
I jak? czekam ja jakieś komentarze.
Jak widzicie wena zmartwychwstała i może trochę pożyje *-*












Prolog

Santa Monica. Wielka willa. Miejsce dla ludzi bogatych.
No właśnie dla ludzi. Nie ma tu miejsca dla krwio-pijczych  wampirów.
A jednak tu mieszkają. Łamią wszystkie wampirze normy, czym ICH denerwują.
Mimo wszystko władza nie reaguje. Jakby miała wszystkich gdzieś. Jednak prawda jest inna. Znają ją nieliczni. A spisana jest w Kodeksie...




************************
Krótko ale tak ma być /Carmen